A więc, to jest mój pierwszy post w tym pechowym/szczęśliwym/normalnym (niepasujące skreślić) 2013 roku.
Mój sylwester wyglądał tak, że do 21 się uczyłam. Może sobie pomyślicie, że nerdowaty ze mnie nolife, ale cóż poradzić na przymusową naukę? Nic nie mogę poradzić. Otóż to. Zgodnie z obietnicami noworocznymi, dzisiejszy bilans
zamknie się zamknął się w 1000 kcal. Będę chuda, muszę być.
Dziś w szkole usłyszałam sporo komplementów. Głównie na temat torby i ubrań, ale jeden dotyczył tego, że "chyba schudłam przez święta". Ale ja jestem dalej gruba, po prostu komuś się przywidziało, że głupia Claire schudła.
Jestem cholernie głodna, ale nie zjem już nic. NIE NIE NIE.
U mnie w szkole dożynki- "męczymy uczniów, bo to ich ostatni rok" bla bla bla...